I dzień nie dzień, i noc nie noc...
I dzień nie dzień, i noc nie noc.
Kiedy odpływasz, muzo, w dal.
I każdej twojej kropli żal,
Kiedy wyczerpiesz swoją moc.
Ale ty wracasz, jasna, w dół,
Spadasz na czoło me jak kruk!
I słyszę w dali morza huk,
I serce pęka mi na pół.
Bo ty masz w ręku ostry nóż,
Wbijasz go w serce: wierć w nim, wierć!
Bo życie to już prawie śmierć,
Bo śmierć to życie już.
Gdy się człowiek robi starszy...
Gdy się człowiek robi starszy...
Gdy się człowiek robi starszy,
Wszystko w nim po trochu parszy-
wieje;
Ceni sobie spokój miły
I czeka, aż całkiem wyły-
sieje.
Wówczas przychodzą nań żale,
Szczęścia swego liczy zale-
głości.
I mimo tak smutne znamię,
Straszne go chwytają namię-
tności...
Z desperacją patrzy czarną
Na swe lata młode...
Sam, jak drzewo ponad wodą...
Sam, jak drzewo ponad wodą,
Stoję; ręce lecą w dół,
W górze niebo, w dole niebo,
Przedzielają mnie na pół.
Stawy, trawy, wicher, woda,
Cienie skrzydeł, chmury nieb,
Przedwieczorne przerażenie -
To codzienny dziś mój chleb.
Nie wiem, czy to się skończyło,
Czy nie będzie nigdy nic -
W białej wodzie, pochylony,
Widzę bladość moich lic.
Widzę czerwień przed...
Erotyk
Więc plamiąc mojej psyche nadwiślański gotyk,
Jak jaskrawe barokko wykwitł w niej erotyk.
Lecz zaraz wszystkie pazie z obrazów Van Dycka,
Kłaniając się uprzejmie, rzekły, że to bajka.
I wionąwszy błękitnym strusich piór trzęsieniem,
Że cokolwiek pomyślę - jest tylko marzeniem.
A potem, gdy uczułem na ustach ust dotyk,
Że wszystko, co wymarzę - to ten tu erotyk.
Do prawnuczki
Ten kwiat, co leci w górze i wieje skrzydłami,
To motyl. Słowo obce, nie wiesz, co to znaczy,
Teraz nie ma motyli. Ten jest jedynakiem.
Za chwilę może i jego nie będzie.
Nie myśl o tym. Patrz, niebo jest takie niebieskie,
Po niebie chmurki lecą, to jasne, to ciemne.
Słońce co rano wstaje, co wieczór zapada.
Świat będzie zawsze piękny, Ludko. I beze mnie.
Amore profano
Kotara da nam światło zielone jak woda. Cichy o marmur sandału zgrzyt,
Smuga słońca nam powie, że jest nieskończoność,
Spokojnego odblasku twardawa łagoda
Spłynie na twoje ciało jak jasna zieloność.
Na sinym aksamicie będziesz jak morela,
Wyłuskana z szat wszelkich, spokojnie okrągła.
Przyłożę do twych piersi gestem menestrela Rękę,
a pierś twa zadrży jak struna pociągła.
Gdy palcem znajdę ust twych jedwabną oponę,Lilith
Kadzidła welon i ambry woń.
Drży w siny płomień świecznika dłoń
Idzie Lilith... idzie Lilith...
O serce moje zgłodniałe, cyt!
To płatków kwietnych opada rój,
To kadzidlany ściele się zwój,
Idzie Lilith... idzie Lilith...
To wschodni śni się duszy mej myt
To płacze tęskny i zwiędły kwiat.
O czarny marmur sandału zgrzyt
Kroki tajemnic i szepty...